niby nie nudzą się dzieci.
A inne z kolei udają, że chorują, mają wrażenie, że mózg rozpryśnie się po ścianach i rozmaże w gustowne wzorki.
Tak mam od dwóch dni, pękającą czaszkę i jej zawartość rozbryźniętą wielokierunkowo. Do tego dochodzą poważne dylematy, jak zwykle przygniatające powagą i masa nieogarniętych spraw. To jednak wszystko na drugim planie.
Chciałam się bowiem pochwalić, że została mi przywrócona wiara w ludzi. Może nie w pełnym wymiarze, ale przynajmniej fragmentarycznie. Otóż:
wchodzę do autobusu, przebijam się do kierowcy i z uśmiechem na ustach walczę o bilet. Oczywistym jest, że usłyszałam "nie ma" i koniec dyskusji. Uśmiech zgasł, chmury gradowe rychłej kontroli biletowej nadciągnęły. Niemalże.
I doprawdy, miałabym na co narzekać, gdyby nie fakt, że sympatyczny, okularowy facet wychodząc na kolejnym przystanku wcisnął mi swój bilet w łapę, mimo mojego całego nieprzygotowania, zaskoczenia i debilnego wyrazu pyska.
Takich rzeczy w stolicy to jeszcze nie uświadczyłam.
Bezinteresowna chęć pomocy.
Tym samym pozdrawiam Pana, który darował mi 10minutową wycieczkę autobusem :) dzięki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz