sobota, 21 kwietnia 2012

kiedy za oknem słońce świeci

niby nie nudzą się dzieci.

A inne z kolei udają, że chorują, mają wrażenie, że mózg rozpryśnie się po ścianach i rozmaże w gustowne wzorki.
Tak mam od dwóch dni, pękającą czaszkę i jej zawartość  rozbryźniętą wielokierunkowo. Do tego dochodzą poważne dylematy, jak zwykle przygniatające powagą i masa nieogarniętych spraw. To jednak wszystko na drugim planie.

Chciałam się bowiem pochwalić, że została mi przywrócona wiara w ludzi. Może nie w pełnym wymiarze, ale przynajmniej fragmentarycznie. Otóż:
wchodzę do autobusu, przebijam się do kierowcy i z uśmiechem na ustach walczę o bilet. Oczywistym jest, że usłyszałam "nie ma" i koniec dyskusji. Uśmiech zgasł, chmury gradowe rychłej kontroli biletowej nadciągnęły. Niemalże.
I doprawdy, miałabym na co narzekać, gdyby nie fakt, że sympatyczny, okularowy facet wychodząc na kolejnym przystanku wcisnął mi swój bilet w łapę, mimo mojego całego nieprzygotowania, zaskoczenia i debilnego wyrazu pyska.
Takich rzeczy w stolicy to jeszcze nie uświadczyłam.
Bezinteresowna chęć pomocy.

Tym samym pozdrawiam Pana, który darował mi 10minutową wycieczkę autobusem :) dzięki!

piątek, 13 kwietnia 2012

przyczajona dojrzałość

Siedzę, czytam, chillout'uję.
Nagle telefon. O, Ojciec Syna dzwoni. Radość niewątpliwie moją to uwolniło, rzekłabym nawet że wielką, zwłaszcza że za wspomnianym Tatą Syna stęsknić się zdążyłam. Ostatni raz widzieliśmy się grubo ponad pół roku temu.
- Jutro zapraszam na obiad - powiedział TS trafiając od razu w mój czuły punkt: darmowe, pyszne, cieplutkie jedzenie. Zbiegiem okoliczności niesprzyjających jutro moje jest zajęte. Shit.
- Nie mogę - odparłam z nutą autentycznego żalu.
- Za tydzień?
O, i to zabrzmiało lepiej. Zawsze można zaplanować (albo chociaż wpisać do kalendarza, licząc na zakrzywienie czasoprzestrzeni). Natomiast podskórnie wyczułam może nie tyle podstęp, co jakiś przekaz podprogowy.
- To za tydzień, mamy dużo do omówienia, przegadania, uzgodnienia....
Ha! miałam rację, coś jest na rzeczy
- <nazwisko> czy Ty się przypadkiem nie hajtasz?
- W zasadzie to tak.

W mordeczkę!
Jeżeli już Ojciec Mojego Syna zdecydował się na ślub, to chyba znajomi zaczynają się starzeć/ dorośleć/ tracić rozum. Może brzmi to pejoratywnie, ale wbrew wszelkim pozorom jako człowiek niezwykle wrażliwy o mały włos się nie spłakałam :)
Niewielu jest ludzi, których przyszłość w jakiś tam sposób zajmuje mi myśli - ale akurat ten człowiek do nich należy. Więc kciuki ogromne i będzie wspaniale, bo jakżeby inaczej?

A to, że jutro lecę na ślub Sprite'ów, pierwszy raz oficjalnie jako singiel od kilku lat, to jakby zupełnie inna bajka.

czwartek, 12 kwietnia 2012

mobilnosc blogspota

ot i wlasnie, przetestujmy wspomniana

Pol zycia marzylam o dyktafonie, ewentualnie wlasnie o internetowym dostepie do bloga Najciekawsze przemyslenia, najgoretsze skomlenia i pokusy, a przy tym tez zgrzyty najniemilosierniejsze zazwyczaj dopadac mnie zwykly w drodze, a po powrocie do domu wrazenie zaciera sie i ginie wsrod niechciejstwa O ilez piekniej, latwiej i radosniej byloby od razu tworzyc  notki? takie z drogi jeszcze, z glupoty nazewnetrznej 'napierajacej' Nikt nie mowi o pisaniu epopei komorkowych, chociaz niewatpliwie naleze do ludzi, ktorych taka wizja kusi - ale moze chociaz jednozdaniowki? hm hm

propos jednozdaniowek Stracilam serce dla blipa, a praca wymaga rozkrecenia tematu Czyli jutro przydalaby sie czysta komorkowa, coby miejsce dla kocich ryjkow porobic


Kolejna rzecz - a moze jednak jest jakis problam do ogarniecia blogspota? bo tak jest to wielce upierdliwe