Czytując książkę o duchu kolei mogę sobie pozwolić na taki tytuł posta. Zwłaszcza, że skwar wściekły przez okna leje się idealnie na klawiaturę i krzesło komputerowe. Co sprawia, że podjąć pracy nie mogę. Tym samym odpisać na tonę maili, sensownych i tych mniej, czy też poopracowywanie adopcji nie wchodzi w grę.
Spędziłam dzisiejszy dzień bezproduktywnie, nie licząc boczniaków na obiad. Rozmowy z noworozwodnikiem, który swoją postawą mnie zadziwił. I rozbawił stwierdzeniem, że samiec w nowym mieszkaniu będzie miał ciężko. Czy ja wiem?
Tydzień temu strzeliłam kilka słit foci kocurowi szukającemu domu. Kocur prześliczny, kilkuletni, srebrzysto-biały. Lgnący do człowieka, aż opędzić się nie można. Tymczasujący u Szefowej, natomiast nie dogadujący się ze stadem, skonfliktowany, outsider taki. Ma kumplla - ślepego Ślepego. Kocura kumpla też dopadnę i obfotografuję. Niezwykle pożądanym by było, by razem znaleźli nową, wypasioną hacjendę. Mimo tego, że Ślepy jest ślepy.
I mimo tego, że Trójłapek ma deficyt kończyn w obręczy miednicznej :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz