niedziela, 13 maja 2012

Metallica whoah! :)

Weekend minął pod znakiem dobrej muzyki.
Szaleństwo czwartkowe na warszawskim Bemowie - Hetfield z kompaniją słuszny koncert zagrali, aczkolwiek narzekać sobie pozwalam na dramatycznie kiepskie nagłośnienie. Chociażby tylko w miejscu w którym stałam, wydaje mi się że nie powinny istnieć takie miejsca na koncercie tej skali. Dość powiedzieć, że kiedy usiedliśmy twarzą do małej sceny, pewna byłam że duża stoi do mnie bokiem. A zespoły występowały raz na jednej raz na drugiej, więc porównanie było. I co? zdziwienie. To był front.

Sam koncert dobry. Bardzo. Przede wszystkim niesamowita atmosfera, nie wiem czy w czymś takim dane mi już było uczestniczyć. Naprawdę - była MOC :-)

Z kolei zaś muzycznie standardowo porwał mnie Acid Drinkers, fantazyjnie również, nie pomijając faktu dostania darmowego browca od kogoś biegnącego w pogo. Zaś najpozytywniejszym zaskoczeniem są chłopaki z Machine Heads, bo naprawdę nie dość, że dali czadu to jeszcze wchodzili w żywy kontakt z publicznością. A to podstawa na Woodstocku. Do tej pory nie wiedziałam, kto dźwignie tegoroczną imprezę, a tu proszę, pojawił się lider zdecydowany. Będzie dobrze.

Prócz tego zaliczone jeszcze Lao Che i Kult, a to już tak raczej na spokojnie i bez przysłowiowego "sikania po nogach" :P

A tutaj oficjalnie na fb sonisphere linkowany filmik, więc i ja sobie pozwolę podrzucić.

http://www.youtube.com/watch?v=eXSkWz3LEFg&list=UUrTRFDmdmnR4ZQkwalOKaWA&index=4&feature=plcp


Z ciekawostek: za plecami na Metallice miałam faceta, który usiłował nucić "Trololo", ludzie uwielbiają kręcić durne filmiki komórkami, na których - co oczywiste - będzie widać tylko światełka oddalonej sceny, a do tego wszystkiego facet, który na Nothing Else Matters po nakręceniu sceny + tłumu najbliższego otoczenia zwrócił obiektyw na siebie i uśmiechnął się melancholijnie i ze łzami wzruszenia w oczach.... Smaczki  niewątpliwe :)

Zdjęć żadnych nie mam. Pozwoliłam sobie na zabawę bez zobowiązań ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz