No-Life
Budzi mnie Hermesowy jęk pod drzwiami
"byłem wychodzący, wypuść mnie, wrócę po zjedzeniu kilku mazurków, bo przecież nie wróbli",
Kiedy tylko wykonam jakiś ruch w łóżku, przykładowo chcąc wpełznać pod kołdrę zakrywając uszy, żeby Hermisia nie słyszeć, odzywa się banda moich czterech dzieciaków - Bateryjek:
jeść, kupa, śmierdzi, a ona się, psze pani, obsrała!
Ok, zdesperowana pędzę do łazienki potykając się po drodze o kuwetę Hermesa, która zastawia drzwi do mojego pokoju coby kocur nie dostał się do pomieszczenia będącego siedliszczem kociego kataru. Zwłaszcza, że ów kocur jeszcze nie szczepiony (za to z chorą wątrobą, a co).
W łazience chciałoby się zapomnieć o wszystkim, ale gdzie tam - pięciokrotne wycie futrzastych każe mi szybko ogarnąć pięć śniadań. Celowo w opisie omijam swoje. W rzeczywistości - mniej celowo.
Kiedy wszystkie gęby wykarmione, wsiadam na rower i pędzę do pracy. Żeby tym, co mnie przywita był miałk kolejnych 50. I to nie jest żart.
Po pracy wracam do domu, karmię H, karmię A, karmię EVA (trzy dziewczyny) i mam ochotę zakopać się w mysiej dziurze.
Chociaż przy tylu kotach, to może lepiej w mysiej nie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz